01/09/10
No i skończyły się wakacje. Wiem, że tak musiało być, tylko one zawsze są za krótkie. W domu porozkładane części przyszłej szafy. Pozostaje mieć nadzieję, że niedługo schowa ona wszystkie rozstawione po pokojach szpargały a na ścianie w łazience pojawi się się nowiuteńki, równy i zielony sufit. Stary odpadał kapiącym się na głowę
Dzisiejszy dzień był typowym dla nas w roku szkolnym. Z niczym nie moglismy zdążyć, choć wstaliśmy wystarczająco prędko. Njapierw bilans sześciolatka. Tak - spóźniony, ale podobno nic to. Okazało sie, że szczepienie, które powinien mieć wykonane (nie pytajcie mnie na co, bo nie pomnę) przepadło, bo nie podaje sie tej szczepionki acelularnej dzieciom po skończeniu siódmego roku życia. Szczerze powiem, że sprawa szczepionek jest jedną, jesli nie jedyna, która wzbudza we mnie tak skrajne uczucia. Z jednej strony chcę , aby młody był zdrowy a przecież tyle lat szczepionki = zdrowie dziecka, z drugiej zaś - czytam opinie inych osób i boję się, że to właśnie “zdrowie” może zniweczyć wszystko, co do tej pory osiągnęliśmy. No, ale było, minęło.Grzesiu pofrunął do przedszkola, kiedy tylko zobaczył jego mury. Zdziwił się, gdy dostał nową szafkę i wybiegł rozćwiergolony , gdy po niego przyjechaliśmy. Ma nową grupę i panią Bożenkę, która w zeszłym roku prowadziłą z nim zajęcia z wczesnego wspomagania. Nie jest więc dla niej kimś nowym. To dobrze. Od tego roku na wczesne zapisaliśmy młodego w nowe miejsce tzn. do szkoły specjalnej, w kórej w tym roku po raz pierwszy ruszyły klasy dla dzieci z autyzmem. Za chwilę przedzwonię zapytać dziewczyny o pierwsze wrażenia. Liczymy, że rok pozwoli Grześkowi oswoić miejsce, w którym od kolejnego września zacznie przebywać. Rok odroczenia jest wystarczającym. Tak myślimy. Obyśmy i w tym przypadku się nie mylili. Wszyscy w domu poobcinani poza Ewą. Ogłoszono Dzień Fryzjera. Matka potraktowała wyzwanie poważnie i ścięła połowę włosów. Chłopcy zostali obcięci przez matkę tak jak zwyle z drobnymi udoskonaleniami. Ewka zostanie wyekspediowana do nożycorękiej w przyszłym tygodniu. Niech się zacznie ta praca i narzuci jakis porządek, bo zaczyna ogarniać nasz dom CHAOS. Wiem, że podobno od niego wszystko się zaczęło, ale wolę uporządkowane życie z niewielkimi zaskoczeniami niz totalna rozpierduchę. Tak więc - umiarkowanego rozgardiaszu życiowego w nowym roku szkolnym tym co uczą, są uczeni i robią co mogą, aby przed nadmiarem wiedzy się obronić.
Brak komentarzy
21/08/10
Kochani, zapraszamy na nasze aukcje , na których znajdziecie nadwyżki naszych przepastnych biblioteczek, bizuterię, płyty, kasety i czego jeszcze dusza zapragnie. Jeśli jest coś, czego poszukujecie - pytajcie. Być może jesteśmy posiadaczami czegoś, co może trafić w Wasze ręce. Pozdarwiam
http://allegro.pl/show_user_auctions.php?uid=14898584
Brak komentarzy
17/08/10
Za oknem znowu zapowiada się deszcz. Rano uskuteczniliśmy poszukiwania skarbów w osiedlowej piaskownicy, ale pogoda w kratkę nie zachęciła nas do spędzenia na mokrych ławkach ani chwili więcej poza te, które sprawiły nam przyjemność. W takich niezbyt wyczynowych wyprawach towarzyszy nam kilka przedmiotów, bez których czuję się nieprzygotowana. Trochę gotówki, bo przecież po drodze może wyrosnąć zupełnie niespodziewanie sklep osiedlowy, a w nim jak wiadomo pokus masa, na które dajemy się czasami skusić. W końcu pokusy nie są tylko po to, aby sie im opierać
Butelka z wodą lub jeśli matka nie zauważy, że pusta - po prostu butelka
Chusteczki higieniczne, bo matka kaszle a i dziecku czasami nos wytrzeć trza. I kropka. No i kontakt ze światem w postaci telefonu zwanego komórkowym. Model stary, mało praktyczny, bo ani zdjęcia nim nie zrobisz, ani nie nagrasz nic, co mogłoby posłużyć do małego szantażu. Mimo wszystko wystarczający, bo odbiera i nadaje. Tak więc siedzi matka na zimnych cegłach w piaskownicy a tu dzwoni. Numer nieznany. “Halo” - rozpoczyna kobieta, czyli ja rozmowę i mało samej mnie szlag nie trafił, bo pierwszą myślą było, że właśnie po drugiej stronie usłyszę, że zmarnowałam szansę wygrania 30 tysięcy polskich złotych, ale na szczęście-nieszczęście nic z tych rzeczy. Tym razem to nie RMF a pan z paczką, który w domu mnie nie zastał, co zrozumiałe. Przecież siedziałam w piaskownicy
Uprzejmy człowiek chwilę poczekał a ja kilka minut później miałam w rękach cudne scrapy z Grześkowej wystawy, którą kilka miesięcy temu organizowała Malgwa (prace do obejrzenia na naszym blogu). Na żywca wyglądają jeszcze cudniej! I pośród nich kartka indywidualna. Specjalnie dla mnie. Zrobiona rękoma Cynki, z cudnymi życzeniami. I znowu to irracjonalne uczucie nie do opisania. Bliżej nieokreślone ciepło, radość, wzruszenie, że człowiek którego nie znamy staje się cząstka naszego życia, bo przecież ta miła chwila, która podniosła kąciki ust, to moje życie. I trwam w tym uśmiechu już 5 godzinę czekając na powrót mojego małża :), który naładowany bieszczadzką energią już niedługo spożytkuje ją na malowanie pokoju, “drobne” naprawy, przymiarki do zabudowy itp. Bieszczady dają moc!

Ewciu, dziękuję za rozchmurzenie dnia :)
1 komentarz