Śniegu!!
01.20.12
Zmierzyliśmy młodemu narty po Ewce. Pasują! Ciągał się z nimi od kuchni do przedpokoju. Z powrotem trudniej, bo kuchnia za wąska na ekwilibrystyczne wybryki. Trzeba było zawrócić zawodnika ręcznie
A potem było już tylko : na narty, na narty. No i gdzie na te narty iść, jak śniegu nie ma za oknem. A potem napadało go tyle, że można było wyciagnąć sanki z piwnicy i iść na górkę. A mamy niedaleko jeziora górkę z prawdziwego zdarzenia. Kiedy ma się takie supersanki, jak nasze można jechać kilkadziesiąt metrów bez przystanku. No chyba, że zauważy się jak świetną zabawą jest przewracanie się na bok w trakcie jazdy i tarzanie w zaspach śniegowych. Tę wariacka zabawę powstrzymać może tylko hasło :spacer i zabranie sanek dziecku
Tymi którzy zabierają jest nie kto inny tylko my - rodzice. Jest więc spacer do lasu a potem powrotna droga na górkę aż do pierwszych strużek potu spod czapki. Po około godzinie można zaproponować kanapkę i goracą herbatę lub kawę z mlekiem , na co zawodnik zwykle się zgadza. I tak było fajnie do momentu, gdy zamiast śniegu zaczął padać deszcz. My chcemy śniegu! Śniegu!











Oj też bym tak poszalała z Wami:-)