Sami
08.15.10
nie znaczy, że nam nudno. Chociaż, gdyby tak głębiej podumać, to wcale nie sami, bo jeszcze Tośka i Felka a wieczorami całe stada robactwa się zlatują. Ewka cieszy się nieobecnością rodzicieli najukochańszych na obozie wodniaków i marznie na nocnych wachtach. Krzysiek piecze się na połoninach bieszczadzkich (ach, jak ja mu zazdroszczę!). My z Grześkiem organizujemy sobie dni w zależności od tego, co za oknem. Dzisiaj nie było co organizować, bo przywitała nas burza a deszcz leje z przerwami do teraz. Upiekłam kardamonowego murzynka i kuszę wszystkich krewnych i znajomych, aby ktoś wpadł i poświęcił mi odrobinę uwagi, bo ochotę mam przeogromną pogadać o wszystkim i o niczym, czyli o życiu. Czymkolwiek ono jest. Ćwiczymy ok. 1,5 godziny dziennie, aby wyrzuty sumienia nas nie zjadły. Od rana nie daliśmy chwili wytchnienia ciastolinie i Mysi, którą młody namiętnie ogląda. Jeśli skwar nie pozwala na kopanie dołów w piaskownicach moczymy się w basenie nabalkonowym :). Spacer uskuteczniamy wczesnym rankiem i wieczorem. Dziecię zasypia a matka wyłącza tv i wgryza się w rozwikłanie zagadek kryminalistycznych pisanych piórem Douglasa Prestona. Książki pożarła już Ewka i teraz ona podsuwa mi, co warto przeczytać. Boże, do czego to doszło! Nie dochodzą już żadne śpiewy zza ściany. To znak, że czas na kolejną porcję literatury. Miłej nocy.





