06.22.09

Tak dawno mnie tu nie było, że nawet mój komputer oprotestował wpisywane przeze mnie hasło. Chyba sprawdzał, czy ja, to ja
W zeszłym tygodniu skorzystalismy z zaproszenia pewnego Stowarzyszenia i pojechaliśmy z Grześkiem na piknik. Ewa znowu się wymigała, bo akurat tego samego dnia mieli święto szkoły. Zrozumielismy, bo cóż może być ważniejszego od spędzenia ostatnich chwil w gronie kumpli z klasy ? Kiedy mamy wziąć udział w takich masowych imprezach jestem strasznie poddenerwowana, bo wyprzedzam myślami to, co może się wydarzyć. Miejsce cudne, bo przy zameczku w Promnicach; pogoda - wymarzona; dzieci i rodzice nastawieni na dobrą zabawę. Najpierw chciał iść sie bawić i nawet udało się go nakłonić do złapania chusty. Podrzucalismy na niej piłkę, była kupa dobrej zabawy.
Niestety po chwili nie cieszyła go zabawa w tłumie. Chciał spacerować i jeść kiełbaski. Poszliśmy więc je piec. Fotograf nie uwiecznił momentu, gdy szliśmy w kierunku przeciwnym do większości osób - Grześ, ja jego mama i tata z nogą w gipsie. Czarna rozpacz
Grzesiek cierpliwie czekał, aż kiełbasa się upiecze zjadając w tzw. międzyczasie ciasto i wypijając sok. To skróciło mu czas oczekiwania. Warto było. Nie od dziś wiadomo, że świata uczymy się wszystkimi zmysłami. Ten środowy jego kawałek miał smak kiełabasy
06.13.09
Długi weekend. Czas lenistwa (pominąwszy wypisywanie sterty dokumentacji końcoworocznej). W ręce ściskam klucze od działki mojej cioci i serce chce mi wyskoczyć na samą myśl, że zamknę ją od środka, wytaszczę koc na trawę , będę pielić grządki, pić kawę na świeżym powietrzu i cieszyć się, że nie pada. Na razie udało nam się tam być w czwartek i podskoczyć po dzisiejszym deszczu pod wieczór. Bosko. To nic, że nie było prądu. Życzliwi sąsiedzi nastawili wodę na kawę. Powłóczyłam się po ścieżkach i rozpuściłam wici o chęci kupna działki. Brak wiadomości zwrotnych. Jutro zamierzamy wytaszczyć się tam ponownie. Nie wiem, jak właściciele to zrobia, ale kluczy od działki dobrowolnie nie oddam
Grzesiek biegał po trawsku cały boży dzień. Co prawda nie było czasu na czytanie książki, ale to nic.

Nie ma to jak tata

No i mama

O sobie nie wspomnę - pomyślał Grzesiek
06.01.09
No i ogłoszono wyniki sprawdzianu szóstoklasistów( w piątek ). Biegłam na złamanie nóg do domu, żeby tylko zobaczyć minę Ewy i wyczytać z niej wszystko, a jej najzwyczajniej nie było w domu. Wyobrażacie sobie! Wbiegła chwilę po mnie z nowiną, że 35 na 40 możliwych punktów należy do niej. Drugi wynik w szkole
No i zaczęły się kolejne schody, bo trzeba wybrać gimnazjum. Mówiły koleżanki, że dopiero “jazda” z nastolatką się zaczyna. Miały rację! Grzesiek zarządził dzisiaj pobudkę o 4.30. Udało się go utrzymać przy życiu do 20.00. Teraz śpi, mam nadzieję , w swoim łóżeczku i nie pojawi się u mnie za 2 godziny. Krzysiek pojechał poopiekować się obcą młodzieżą
Wycieczka 2-dniowa do Zwardonia. Jutro muszę się zorganizować rano i nie zapomnieć o odwiezieniu młodego do przedszkola :)) W kuchni sajgon, bo pizza smakowała wysmienicie, ale nie ma komu posprzatać. Czy nie ma na rynku zmywarki, która sama ładuje i rozładowuje naczynia? Trzymajcie kciuki, żeby się udało.