Archive for sierpień 19th, 2009

Krakowskie doładowanie

08.19.09

Czas płynie szybko, o czym przed chwilą się przekonałam. Napisałam masę słów i nacisnęłam niewłaściwy klawisz. Tekst zniknął! 1, 2, 3… Zaczynamy jeszcze raz. Wczoraj byliśmy w Krakowie z wizyta u naszych terapeutek. 4 miesiące minęły nie wiedzieć kiedy z przerwą na mój 3-tygodniowy wyjazd na Zieloną Szkołę, goraczkę końcoworoczną, wakacyjne wyjazdy i milon pięćsetstodziewięćset innych życiowych perypetii, które jak to zwykle bywa nie były zaplanowane. Kraków powitał nas korkami. To taki test pod tytułem : “Zastanów się, czy na pewno musisz tu być”. My musieliśmy i chcieliśmy. Co prawda wyjazd do stolicy Kraka nie wiąże się nigdy z romantycznym spacerem po Plantach, ale staramy się choć kilka minut spędzić w centrum. Nie jest to trudne, bo spotkanie odbywa się przy Barbakanie (rym częstochowski ha ha ). Grzesiek noc wcześniej uraczył nas batalią o brak snu do północy z płaczem, ale ranek rozpoczął gromkim śmiechem o 6 rano. Ten to ma wyczucie chwili. Podczas, gdy pani Ania omawiała z nami trudności w realizacji programi, wysłuchiwała naszych usprawiedliwień na poświęcona mu małą ilośc czasu, pani Justyna testowała Grześka. Takie spotkanie sam na sam daje jej okazję obejrzenia młodego w nowych sytuacjach. Czasami nowych również dla niego. Zwykle wcześniej wysyłamy nagrany film. Niestety tym razem nie udało nam się nagrać nic, poza krótkimi momentami ćwiczeń z ostatnich dni. Nie wiem skąd dzieci wiedzą , że na czymś nam zależy bardziej niż zwykle. Młody wiedział. Pierwszego dnia ziewał jak smok i zasypiał przy stole, drugiego był hiperaktywny. Samo życie. Ponieważ napisanie programu zabiera dłuższą chwilę , wypsnęliśmy na krakowskie lody. Jak zwykle były zimne, słodkie i za duże ha ha ha Takie jak lubimy. Nowy program stawia przed nami nowe wyzwania, ale chyba o to chodzi, żeby iść do przodu a nie stać w miejscu. Są momenty, że brak nam zapału, bo nie widzimy efektów naszej pracy, bo przychodzą dla nas zbyt wolno. Wtedy chciałoby się mieć taka infolonię pt. “Pozytywne doładowanie” a z drugiej strony osobę pokroju naszych terapeutek, która przypomni to, co za nami. Cofnie nasze wspomnienia do momentu, gdy Grzesiek nie umiał trzymać kulki w palcach, gdy nie mówił ani słowa, gdy nie istniała dla niego druga osoba… Warto o nich pamiętać. Dobrze usłyszeć, że tyle się w nim zmieniło, że tyle nowych umiejętności, że taki kawał dobrej roboty, że bycie z dzieckiem to też praca.  Niby o tym wiem, ale dobrze to usłyszeć. Mam to szczęście, że takie doładowanie dostaję na codzień, bo od 15 lat mieszkam z taką baterią pod jednym dachem. Być może nieświadomie 15 lat temu wypowiedział słowo: tak, które zmieniło jego życie, ale wydaje się być zadowolonym z życia człowiekiem. Nie wiem, do jakiej nagrody go głosić. Sa jakieś dla wytrzymałych? Mój małż :) Kawa zawsze samkuje lepiej, gdy on ją zrobi. Złość jest śmieszna, gdy podnosisz głos na uśmiechniętego faceta. Umożliwia mi realizować najskrytsze marzenia o podróżach, nakręca mnie pozytywnie na dziwne pomysły, które rodzą się niespodziewanie, spełnia moje fanaberie o zmianach w domu (koniec remontu przedpokoju tuż, tuż!). Nawet nasza prawie 13-letnia córka Ewa zapytała: Czy Wy się w ogóle kłócicie???  Szczęściara ze mnie.

dsc00173-small
Moje chłopaki