Co się dzieje?
11.01.09
- spytała Weronika.
- Nic - odpowiedział Edward, podnosząc się. - Albo raczej zdarzył się cud - jeszcze jeden dzień życia.
/ Paulo Coelho “Weronika postanawia umrzeć”?
Obejrzałam wczoraj film. Siedzenie w ciemności kina ma tę zaletę, że można przeżywać to, co na ekranie bez wścibskich spojrzeń współoglądających. Pierwsze minuty moje oczy potraktowały jako porę na sen. Godzina 16.30 a ja przysypiam! Udało mi się usiąść w pionie i przekonać organizm, że bilet zapłacony a ja zamierzam wyssać wszystko to, co reżyser miał na myśli. Lubię literaturę Coelho. Można odkrywać ją na wiele sposobów. Za każdym razem wyszukać coś nowego. Gdybym powiedziała, że film mnie urzekł - skłamałabym. Niewiele jest filmów, które potrafią oddać emocje towarzyszące mi przy czytaniu słów. Muzyka i obraz, łapanie kamery bardzo mi się podobały. Aktorka w roli Weroniki fajnie obsadzona. Warto obejrzeć, aby móc o nim poopowiadać, ale nie zagości na mojej liście wszechczasów
Mimo wszystko udało mu się rozbudzić mnie do myślenia i filozofowania pod tytułem “co by było gdyby…: Gramy w tę grę od zawsze. Niektórzy są w tym gdybaniu mistrzami. Spróbujmy żyć tak, jakby ten dzień miał być ostatnim, aby niczego nie żałować. Czy można? Czy siedziałabym ćwicząc z moim synem ułożenie języka do głoski “l”? A może zadawałabym mu setkę pytań dotyczących obrazka. Na pewno nie. Zrobiłabym to, co kocham rano, gdy jeszcze jest ciepły nocą. Wtuliłabym się w niego i chciała zostać tak na zawsze. Moje dzieci zawsze dawały mi przeogromny spokój, gdy przytulaliśmy się do siebie. Pewnie to ja bardziej go potrzebowałam. Łatwo jest zachować spokój myśląc o jednym dniu. Trudnej, gdy myślimy o miesiącach i latach. Nie ja jedna tego doświadczam. Czytam blogi moich znajomych a tam pełno lęku o przyszłość naszych dzieci, troski o nie, wściekłości na zachowanie innych ludzi w stosunku do naszych dzieci i naszych metod wychowawczych. Jesteśmy postrzegani jako rodzice , którzy nie wychowują dzieci a jedynie je karmią i ubierają. Zachowania dzieci autystycznych są komentowane i oceniane przez osoby, które nie mają zielonego pojęcia z czym przychodzi nam się zmagać na co dzień. Wielu z nas przestało się tłumaczyć, bo wyjaśniać można komuś, kto chce wiedzieć. Reszta i tak wie lepiej. Czytam te opowieści i sama zauważam, że i my izolujemy się z Grzesiem . Dzieje się to zupełnie podświadomie. Gdy wychodzimy do sklepu, do znajomych, na spacer. Zawsze zastanawiamy się gdzie iść, jaką trasę wybrać, co spakować. Niby tak samo, jak w przypadku Ewy , gdy była mała, a jednak inaczej. Na placu zabaw z wieloma dziećmi popadam w wewnętrzny lęk. Nie o własne dziecko, ale o jego odbiór wśród innych. Co zrobię, jeśli podbiegnie do innego dziecka i będzie chciał jechać na jego rowerze, a ja nie będę umiała go przekonać, że nie wolno? Miliony pytań … Gdy jest dobry dzień, a Grzesiu śmieje się, bawi, chce ćwiczyć z ochotą zapominam o tych troskach. Wieczorami nachodzą mnie lęki, jak da sobie rade gdy będzie starszy, gdy za kilka lat będzie w szkole? W jakiej szkole? Czy trafi na przyjaznych ludzi, dobrych specjalistów? Tak dawno nie byliśmy z Krzyśkiem nigdzie sami. Nie myślę tu o wspólnym wyjeździe na zakupy do hipermarketu, ani o wyjściu na 2-3 godziny do znajomych. Myślę o wspólnym wyjeździe. Chociażby dwudniowym. Bez dzieci. Minęła nasza 15 rocznica ślubu. W sierpniu. A my nie uczciliśmy jej w żaden szczególny sposób. Tyle miałam planów a potem zabrakło czasu. Tyle spraw toczy się wokół Grzesia. Chcę to wszystko pogodzić a czasami nie wiem jak. Znaleźliśmy sposób na odpoczynek. Każde z nas ma swoje dni, kiedy może robić to co lubi. Krzysiek - pływanie i siatkówka. Ja - flamenco i kino. Często korzystam z mozliwości spotkań z przyjaciółkami. W domu wieczorami filcuję, bawię się igłą. To mnie oddziela od problemów codziennych. Grzesiu ma teraz więcej czasu na bycie w domu, ponieważ nie mamy zajęć logopedycznych z naszą terapuetką w Żywcu. Potrwa to jakiś czas. Bardzo mi tego brakuje, bo to taki motor do działania, kiedy usłyszysz co trzeba podciągnąć, a co jest wypracowane. Bez tych informacji ciągle czuję się zawieszona w próżni. Nie chwiliłam się , a powinnam, że jakiś czas temu młody sam z siebie zauważył : “Idzie kot”, kiedy Tośka wybierałą się na spacer przez balkon. To chyba pierwszy raz kiedy powiedział coś, co nie było związane z jego potrzebami. Wiele razy użył zaimka : “ja” w wymianie słownej ze mną. Dzisiaj ogladał książki kucharskie babci. Zapytany, co będzie gotował odpowiedział :”Płatki”. Kto będzie je jadł: “ja”. Kochani, ja bym tego ryzyka nie podjęła, żeby jeść to, co Grzesiek ugotuje! cha cha cha Chociaż płatki potrafi sam zrobić i kanapkę wg moich instrukcji. Chciałabym żeby zdarzył się cud. Kto wie, może jutro? Jutro też jest dzień! Życzę Wam zwykłoniezwykłych cudów każdego dnia.

Niedzielny spacer z tatą

