01.26.10
mnie tu nie było. Tyle rzeczy się dzieje. Zima ogarnęłą całą Polskę a ja cieszę sie tylko, że nie mieszkamy nad Bugiem a jedynym zbiornikiem jest nasze Paprocańskie Jezioro. Mróz ściął w weekend taki, że niezbyt chciało się nos wychylać. Każdy argument, żeby zostać w domu był dobry. A że w papierzyskach tonęłam, więc przed południem chłopaki na spacer poszły same. Pozazdrościłam jednak słoneczka za oknem i drugi spacer uskuteczniliśmy wspólnie. Śnieg skrzył się aż do bólu oczu, ludzi niezbyt dużo. Kierunek marszobiegu wyznaczał Grzesiek. Brakowało nam tylko kijków do north walkingu. Niestety nie udało nic się ulepić. Plusem był jednak brak dzieci na placu zabaw. Caluśka zjeżdżlnia dla nas ! Po około 40 minutach wiedziałam dlaczego
Zaczęły boleć mnie czubki palców u rąk . Jak to dobrze, że mieszkamy bliziutko.




01.23.10
Mój pierwszy w życiu scrap, który zawiśnie wśród prac najlepszych scraperek na wystawie w Łomży. Mam nadzieję, że nie tylko. I co najważniejsze podoba mi się. Patrząc na niego uśmiecham się a o ten uśmiech ostatnio u mnie niełatwo. Uśmiechnijcie się i Wy.
Grzesiu miał tutaj 8 miesięcy i uśmiechał się słodko. A wiecie jak to jest z tym dziecięcym uśmiechem? Kiedy dzieci są małe, to chciałoby się je zjeść. Kiedy dorosną, to sie żałuje, że się tego nie zrobiło hi hi hi hi


Wszystkim, którzy głosowali na nasz blog serdecznie dziękuję. Nie znaleźlismy sie w pierwszej dziesiatce. Cóż, nie można mieć wszystkiego. Jesteśmy jednak na 23 !!!! wśród 1303 blogów w tej samej kategorii. Czy to przegrana?
Poznaliśmy kilka nowych osób, obejrzało nas wielu nowych ludzi, my zobaczyliśmy, że inni moga spełniać marzenia podobne do naszych. Dziękujemy za te emocje.
01.19.10
Czasami jest też taki dzień, że chciałoby się przykryć kocem i udawać, że nas nie ma. Albo posywać się magicznym proszkiem FIU, by przenieść się : a) w inne miejsce; b) w inną czasoprzestrzeń, c) zatrzymać czas ; d) albo co tam sobie chcecie wpisać. Tylko czemu to właśnie dzisiaj! Nie jestem przygotowana na znoszenie własnych niepokojów, lęków i strachów wewnętrznych. Nikt tego nie uczy a mądre książki zawsze potrafią znaleźć jakieś rozwiązania. Czemu tylko te rozwiązania nie pasują mnie jednej skoro są takie uniwersalne? Że niby książki nie te? Przerasta mnie codzienność. Dzisiaj 1:0 dla niej. Okazuje się, że ja - taka niby wygadana, taka nienajgorzej poukładana, jestem najzwyczajniej w świecie jednym wielkim lękiem. Boję się podjąć ważne decyzje, choć decyduję za innych. Mądrzę się i tyle. Jeszcze nie tak dawno opowiadałam o rodzicach, którzy więcej mówią niż robią. Którzy zatrudniają speców, aby nie spędzać czasu z własnymi dziećmi. Powinnam teraz do każdego z nich, choć o nikim personalnie nie myślałam, wysłać list z przeprosinami i bić się w pierś, kiedy piję kawę a mój małż zapinkala na terapie z Grześkiem. Wściekam się, gdy nie potrafię opanowywać swoich własnych emocji, gdy te robią ze mną co sobie żywnie chcą. Chciałabym pisać, że tyle rzeczy do przodu idzie a mam poczucie niepokojącej stagnacji w pracy z Grzesiem. Najzwyczajniej markuję pracę. Nie mam poweru. Brak mi pomysłów, które chyba w sen zimowy zapadły. Najchętniej wysłuchiwałabym, że nie mam czym się martwić, bo czasami jest taki moment, że trzeba odpocząć. Moje ciało zaczyna dawać mi sygnały, że to nie żarty a ja wmawiam sobie, że dam radę, że wszystko uda się pogodzić. Czasami trzeba wsłuchać się w swoje ciało i pozwolić przykryć się kocem.