Wczorajsza wizyta w przedszkolu to spotkanie kawiarniane, choć bez kawy. Przyjazna atmosfera, wymiana słów i bliżej nieokreślona pozytywna energia. Ale tak jest zawsze, gdy spotykam się z panią Anią - naczycielką Grzesia. Potrafi powiedzieć o nim tyle dobrego, że przez moment zastanawiam się, czy aby nie pomyliła dziecka! I to wcale nie dlatego, że nie wierzę w jej słowa. Po prostu jest tak bacznym obserwatorem, że aż mi wstyd przyznać, że ja czegoś nie zauważyłam. W tak wielu sferach poszedł do przodu. Potwierdziła, że pobyt Grzesia w oddziale integracyjnym był dobrym wyborem, co dla nas jest sukcesem. Cieszę się, że zaufałam swojej intuicji, że stanęłam murem za swoim dzieckiem i zlekceważyłam podszepty w stylu: nie da sobie rady, nie nadaje się do integracji. Prawdą jest, że najsłabiej rozwiniętą umiejętnością okazała się współpraca z dziećmi, ale czy nie można uznać za sukces nie odrzucanie dzieci, gdy te podchodzą do młodego i chcą z nim układać puzzle? Czy jest sukcesem jego taniec w parze? Czy jest sukcesem wysiedzenie całych zajęć dydaktycznych w miejscu?
Odpowiedzcie sobie sami. I tak pani Ania przez prawie całą godzinę wymieniała to, co potrafi nasz synek. Trzeba cały czas pracować nad mową, jej rozumieniem i wszystkim co z nia związane. Nie możemy zakończyć pracy nad grafomotoryką. Nie mamy wolnego. W przedszkolu szykowano sie do otwarcia oddziału dla dzieci autystycznych. Czy złożono taką propozycję w MZO? Tego nie wiem. Usłyszałam jednak, że byłaby możliwość POZBYCIA się dzieci autystycznych z integracji. To usłyszałam przez zupełny przypadek z ust “specjalisty”. Nie wiem czemu to jedno słowo utkwiło mi w głowie szczególnie mocno. A może Wy wiecie? Czy nie oznacza to POZBYCIA się problemu? Próbuję się dodzwonić do Miejskiego Zarządu Oświaty i zapytać, czy coś się dzieje, ale nikt nie odbiera. Czy ruszyło się coś dla naszych dzieci? Podobno takie oddziały nie powstają, bo jest za mało dzieci autystycznych w naszym mieście. Co prawda większośc z tych, które znam w przyszłym roku startuje do szkoły, albo w niej już są od roku ale pozwólcie, że wymienię: Kuba, Zosia, Miłosz, Kuba, Dominik, Piotrek, Kaja, nasz Grzesiu. TO mało???? Utworzyłam właśnie dwa oddziały
Znowu szukamy oszczędności nie tam, gdzie trzeba. W klasach szkół masowych wrzucamy 28 pierwszaków i mówimy nauczycielom takim jak ja : musi sobie Pani poradzić. “Musi” to właściwe słowo. A tak bardzo chciałby się chcieć a nie tylko musieć. Czy kolorowe dywany, niezliczone ilości gier, klocków i samochodów zastąpią rozmowę z dzieckiem? Jak zamienić choć słowo, jeśli próbuję prześcignąć czas? I tak właśnie my- rodzice dzieci autystycznych ustawiamy się w blokach i z chwilą otrzymania diagnozy wyruszamy w niekończący się maraton. Że maratonu nie rozpoczyna się w blokach startowych? A spotkaliście kiedyś rodzica, który zaczyna od spaceru? Najpierw wystrzał, potem bieg przed siebie. Czy właściewy kierunek? Biegniemy z tłumem. Czasami zauważyamy, że dla naszego dziecka lepsza jest jednak inna droga - wskakujemy na inny tor. Czasem wracamy, zwalniamy tempo. Czasem przystajemy, bo zmęczenie odbiera nam dech w piersiach. Myślimy jednak wciąż o mecie. I uwierzcie mi. Dla nas nie jest ona na 42.195 km. My tych kilometrów musimy przejść, przebiec, przeskoczyć dużo, dużo więcej. Po drodze chcemy spotkać nie tylko wielu trenerów, którzy lepiej wiedzą co dla nas najlepsze, ale kibiców, którzy ściskają kciuki aby się udało. Nawet jeśli nie zawiśnie na naszej szyi złoto olimpijskie a 25kg syn czy córka
