Wczoraj i dziś - nasza praca

Ciężko, w pocie czoła, nieustannie, długofalowo, całościowo, fragmentarycznie, dorywczo, gorączkowo, fizycznie, umysłowo, ręcznie, biurowo, zarobkowo, zawodowo, twórczo, literacko, społecznie, ponad siły, rzetelnie…

Oj pracujemy, że hej! :)

Pozwólcie jednak, że w tym miejscu nie opowiemy Wam o naszej pracy zawodowej, bo ta opowieść mogłaby nas i Was pochłonąć i pożreć żywcem, ale o pracy z naszym Grześkiem. Początkiem wiedzy był Internet i forum rodziców. To było 3 lata temu i tak w wielu przypadkach jest do dziś. Wszystkim znanym tylko w Sieci przyjaciołom dziekuję już teraz :) Żeby móc wiedzieć cokolwiek i znaleźć osoby, które odpowiedzą na nurtujące mnie pytania zapisałam się na kurs kwalifikacyjny “Wczesne wspomaganie rozwoju i edukacji uczniów autystycznych”. Dostałam się zwykłym fuksem. Osobie, która nie stawiła się na pierwsze spotkanie a dzięki której dostałam się ja, dziękuję stokrotnie! Tam chłonęlam jak gąbka wszystko, w domu odsiewałam , czytałam, pytałam, zamęczałam emailami i sms-ami. Kurs zakończył się dawno a ja nadal zamęczam niektórych w chwilach dla mnie kryzysowych. No bo kto, jak nie praktyk zna odpowiedzi na pytania? Mówiąc “praktyk” mam na myśli osoby wycierające usmarkane nosy, taplające się w masie papierowej, opracowujące programy tylko i wyłącznie dla tego jednego wybranego dziecka, myślące o nim, gdy jesteśmy już z nim w domu. Basiu, Kasiu - buziaki! Dzięki piatkowo-sobotnio-niedzielnym kursom na pewno udoskonaliłam swoją technikę jazdy, ale nie to jest moim osiągnięciem kluczowym. Spotkałam człowieka, który dał mi pierwszy ważny adres. To miejsce to Kraków. Od 2 lat jeździmy tam co 2-3 miesiące , aby pokazać co umiemy i naładować się energią. W Ośrodku dla Dzieci z Autyzmem i Innymi Zaburzeniami Rozwojowymi przy ul. Zacisze obejmują nas ramionami, jak anioły pani Ania i Justyna. Zawsze mają dobre słowo. Czasami tylko tego nam potrzeba. Opracowują dla Grześka program sekwencyjny a my pieczołowicie, codziennie go realizujemy. To był nasz początek, który dał oparcie. Mogliśmy od czegoś się odbić. Zaczynaliśmy od masaży, codziennego rysowania historyjek z wyrazami dźwiękonaśladowczymi (to było wyzwanie!).Teraz ćwiczymy wymianę ról, trenujemy zabawę, rozumienie mowy. Początek to wielodniowe, samodzielne przygotowywanie pomocy (tak, mam poznańskie korzenie :). Teraz my sami jesteśmy żywymi pomocami dla Grzesia :) W pierwszym przedszkolu masowym pomogła nam pani Basia, z którą udało się odstawić pampersy. Nie miała skończonych studiów, fakultetów, była tylko pomocą. Zawsze na miejscu, zawsze z Grzesiem, zawsze po naszej stronie. Uśmiech i dobro na wyciagnięcie ręki. Czy do tego trzeba jakichś kursów? Ciekawe pod jaką nazwą. Ha ha ha ha.

Obecnie:

- 4 godz. zajęć w miesiącu w ramach wczesnego wspomagania (logopeda, rehabilitant, oligofrenopedagog i  psycholog)

- 2 razy w tygodniu terapia Integracji Sensorycznej - razem 1,40 godziny

- raz na 2 tygodnie 40 minut - terapia zajęciowa

- raz na 2 tygodnie 1,5 godz - zajęcia z logopedą (zawieszone do czasu powrotu do zdrowia prowadzącej - Alu, wracaj! :)

- codziennie praca z mama i tatą wg instrukcji specjalistów m. in. program sekwencyjny, nauka wczesnego czytania metodą prof. Jagody Cieszyńskiej, praca z alfabetem ruchomym służąca zapamietywaniu nowych słów oraz wydłużaniu koncentracji uwagi)

- zajęcia na basenie pod czujnym okiem taty (nareszcie otwarli basen, który remontowano chyba wieki całe!)

- w godzinach 8.00- 13.30 zajęcia w przedszkolu, w grupie integracyjnej :) (obecnie przygotowania do Dnia Babci i Dziadka - nauka wierszyka na pamięć)

- 1 raz w tygodniu dogoterapia z Bakalią (1 godzina)

- hipoterapia na wiosnę?

Nadal poszukujemy tego, co młodego zaciekawi. Mamy świadomośc, że czasami zwykłe momenty też są terapią. Zaczynamy naszym synem się w domu wyręczać :) Wyjmuje i układa do szuflady sztućce ze zmywarki, przygotowuje stół do posiłów, pomaga ścielić łóżko rodziców. Pełen sukces.