Sami

15/08/10

nie znaczy, że nam nudno. Chociaż, gdyby tak głębiej podumać, to wcale nie sami, bo jeszcze Tośka i Felka a wieczorami całe stada robactwa się zlatują. Ewka cieszy się nieobecnością rodzicieli najukochańszych na obozie wodniaków i marznie na nocnych wachtach. Krzysiek piecze się na połoninach bieszczadzkich (ach, jak ja mu zazdroszczę!). My z Grześkiem organizujemy sobie dni w zależności od tego, co za oknem. Dzisiaj nie było co organizować, bo przywitała nas burza a deszcz leje z przerwami do teraz. Upiekłam kardamonowego murzynka i kuszę wszystkich krewnych i znajomych, aby ktoś wpadł i poświęcił mi odrobinę uwagi, bo ochotę mam przeogromną pogadać o wszystkim i o niczym, czyli o życiu. Czymkolwiek ono jest. Ćwiczymy ok. 1,5 godziny dziennie, aby wyrzuty sumienia nas nie zjadły. Od rana nie daliśmy chwili wytchnienia ciastolinie i Mysi, którą młody namiętnie ogląda. Jeśli skwar nie pozwala na kopanie dołów w piaskownicach moczymy się w basenie nabalkonowym :). Spacer uskuteczniamy wczesnym rankiem i wieczorem. Dziecię zasypia a matka wyłącza tv i wgryza się w rozwikłanie zagadek kryminalistycznych pisanych piórem Douglasa Prestona. Książki pożarła już Ewka i teraz ona podsuwa mi, co warto przeczytać. Boże, do czego to doszło! Nie dochodzą już żadne śpiewy zza ściany. To znak, że czas na kolejną porcję literatury. Miłej nocy.

dsc02293-medium

dsc02292-medium

dsc02291-medium

dsc02296-medium

7 lat minęło, jak jeden dzień

10/08/10

Ewka na obozie, więc świętowanie było niepełne. Na tort i dmuchanie świeczek zdecydowanie potrzebujemy wsparcia :) Postanowiono gremialnie (czyli dwuosobowo) wybrać się do zoo i sprawdzić, jakie zmiany zaszły od około 9 lat. Pogoda dopisała i udało nam sie znaleźć większość mieszkańców. Słoń, żyrafy, hipopotam - obecne. Dinozaury też na swoim miejscu. Lody bosko kremowe i do tego z włoskiego automatu. Urodziny należy uznać za rozpoczęte!

dsc02260-small

dsc02266-small

dsc02269-small

Słoneczko późno dzisiaj wstało…

16/07/10

- chciałoby się zaśpiewać. Nic z tego! “Słoneczko” wstało dzisiaj około 6, ale dzięki wszelkim dostępnym “wydłużaczom” udało się go powstrzymać od zwleczenia się matki z łóżka. Zwlókł się tata, który i tak musiałby wstać niedługo. Bajkę dziecku puścił i można było jeszcze poprzeciągać się w pościeli. Nasze ranki są teraz takie niespieszne. Śniadanko jemy, zabieramy ekwipunek do odkrywania tajemnic pisakownicy i wyruszamy ok. 9-10. Słońce daje już popalić, ale wrzucamy do torby zimną wodę, zapas chusteczek zwalczających wszelkie brudy (niestety nie udało się nam jeszcze pozbyć ziarenek piasku z posmarowanego kremem ciała - producenci, do dzieła!), kontakt ze światem oraz dokumenty identyfikacyjne. I w drogę! Place zabaw puściuteńkie, więc piaskownice nasze. Grzebiemy łopatami, grabimy w poszukiwaniu mokrego piachu, budujemy baby, kopiemy dziury. Potem kolejny plac i wspinanie się, zjeżdżanie, huśtanie. Wracamy na zasłużone słodkie i zimne lody. Nie trzeba spieszyć się z obiadem, bo jemy gdy jesteśmy głodni. Wieczorem jest kolejny spacer z tatą. Jest chłodniej i można pojeździć na rowerze. Czasami jedziemy autobusem, co nie jest częste i robimy niezapowiedziane odwiedziny dziadkom. O 10 rano nie jest zwyczajne bywanie u nich bez uprzedzenia, więc sami rozumiecie zdziwione miny, gdy stajemy w drzwiach. Wczoraj była kupa radości, bo malutki sukces za Grzesiem. Wszyscy zapewne wiecie czym jest ćwiczenie gimnastyczne “pajacyk”. Prościzna, że hej. Nie dla Grzesia. Opanowanie podskoku - ok. Ale jakiś rozkrok albo zeskok? Co to, to nie. Wczoraj opanował podskoki z zestawianiem nóg! Toż to połowa “pajaca”! Bez tego można żyć, ja wiem. Ale nie byłoby wczorajszej radości, gdybyśmy nie spróbowali :) Obcięłam dzisiaj młodego. Te upały dają się i jemu we znaki, choć odporny jest na wiele czynników atmosferycznych. Kilka centymetrów włosów i cała szufelka zamiatania! To po ojcu. On jest nastepny w kolejce.

hpim4844-small1

A czas jak piasek ...

Z głową w chmurach

Z głową w chmurach